Przed piętnastu laty ukazało się pierwsze opowiadanie o Jakubie Wędrowyczu.
Nie był ani piękny,
ani młody,
ani nawet czysty.
Na kartach trzech powieści i siedemdziesięciu opowiadań Jakub Wędrowycz niejednokrotnie udowodnił że chłop żywemu nie przepuści.
Martwemu zresztą też nie.
Gniewny starzec w gumofilcach,
kufajce i czapce uszance.
Terminator napędzany samogonem.
Samozwańczy egzorcysta,
łowca wampirów,
kłusownik i bimbrownik.
Kwintesencja porażającego buractwa i wieśniactwa,
połączonych z cwaniactwem.
Chłop o mentalności najgorszego zaściankowego szlachetki warchoła,
gotów mordować sąsiadów w obronie praw,
które sam sobie przyznał.
Niezbyt trzeźwy,
niezbyt miły,
budzący grozę swym wyglądem i zapachem,
pozbawiony choćby śladu dobrych manier,
ruszył w tango jakby zerwał się z łańcucha.
Polała się krew milicjantów,
sąsiadów,
urzędników,
wampirów,
zombiaków,
krasnoludów i wszelakiej innej gadziny która stanęła mu na drodze.
Ale czytelnicy mimo tych wszystkich wad pokochali go szczerą i głęboką choć nieodwzajemnioną miłością.. |