Irena Słomińska była kobietą piękną,
o niezwykle bujnym temperamencie.
Nic więc dziwnego,
że nieustannie wpadała w jakieś tarapaty,
a przedziwne losy dwudziestego stulecia dodatkowo nie sprzyjały trwałości czegokolwiek.
Całe życie miała pasję literacką,
poetycką,
a ponieważ była poliglotką,
wypowiadała się w różnych językach.
W rezultacie podobne motywy powracają w różnej szacie językowej,
i dlaczego właściwie miałoby być inaczej? Nic innego poza uczuciami tak naprawdę jej nie interesowało.
(...) Bez miłości żyć nie potrafi,
bez pisania o niej także.
Natomiast ani jedno,
ani drugie szczęścia jej nie przynosi,
poezja co najwyżej pociesza.
A kiedy przychodzą surowe czasy socjalizmu,
a równocześnie przemija młodość,
milknie... |